Syndrom kobiety wychowywanej bez ojca

Wczoraj był dzień ojca, a mnie naszły refleksje. Może dlatego, że pierwszy raz ten dzień nie był dla mnie obojętny, a spoglądając na mężczyznę u swojego boku czułam dumę. Udało się. Odnalazłam swoje szczęście. Czyli jest gdzieś nadzieja dla tych, które nie miały wzorca faceta w domu. A takie ponoć odstraszają najbardziej.

„Syndrom braku ojca – ciężki przypadek”

Tak kiedyś usłyszałam. Ale nie o mnie. O innej takiej co też ojca nie miała. „Kiepsko, może zrobić sobie nadzieje” – zarzucił jeden z kolegów. Skok w bok z taką wykreśl. No bo wiecie, może się zakochać czy coś w ten deseń, a to średnio, bo miłość w tych czasach odstrasza. A raczej zobowiązanie się z nią wiążące (i że Cię nie opuszczę). No średniawo.

Mówi się, że taka dziewczyna nie wie czego chce, no bo kto jej miał pokazać. Czasami chce, bo ktoś zechciał ją. No bo fajnie, żeby ktoś był. I chciał.

W końcu.

Ktoś się zatroszczył. Przytulił. Zainteresował i zadzwonił.

A kobiety wychowane tylko przez matkę to

często istotki w których drzemie nieopisana skala miłości. Serce podane na talerzu przyniosą i o serce podarowane zadbają. Są silne, chociaż czasem popłaczą. Są niezależne, choć przytulić się dadzą. Nie lubią facetów, choć o tym jedynym marzą.

Mówi się, że kobiety wychowywane bez ojców potrzebują nadmiaru uwagi. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że coś w tym jest, bo sama cierpię na potrzebę atencji – czego nie kryję. Potrafię kilka razy dziennie zapytać się: „kochasz?”, tykać,  pstrykać, zaczepiać i uciekać, tulić się i wchodzić na głowę. Narobić tysiące zdjęć do albumu, który będę traktowała jak jeden z największych skarbów. No tak już mam, że ciszę (która przy moim gadulstwie jest zjawiskiem paranormalnym) wypełniam hasłami: kochaj/kocham.

Ktoś powie – aż do porzygu.

I ma racje.

Nie skreślajmy panny, co ojciec nie chciał jej

wdzięku

uroku

piękna

Z moim prywatnych obserwacji wynika, że faceci niekiedy boją się kobiet, które wychowywała tylko mama. Z racji na wzmożoną wrażliwość, na potrzebę miłości, której się boją że nie będą w stanie zapewnić. Tak, tak drogie Panie. Nie wszyscy faceci to gnoje. Oni też mają serca. Mają serca na tyle, że nie zawsze chcą świadomie nas zranić. Wolą tego uniknąć. Uniknąć niepowodzenia.

Ale przecież nie wszystko stracone, a do odważnych świat należy.

Po co to piszę?

Niechcący trafiłam na bloga jednej kobiety, również wyjętej spod skrzydła matki. No i ona pozbawiona nadzieji, że ktoś ją zechce, że takiej kobiecie znaleźć jest trudniej partnera do tanga. Że dostała kopa. Że lody woli jeść sama.

A szkoda, bo warto próbować.

Innych smaków.

Inne smaki – inni faceci

Mój etap studiów polegał nie tylko na studiowaniu wiedzy z zakresu finansów. Zaczęłam studiować facetów. Rozmawiać z nimi, spędzać czas, wychodzić na piwo. Słuchać ich. Zaczęłam się z nimi kumplować do tego stopnia, że w pewnym momencie była beka, że nie mam koleżanek. No bo one takie problematyczne, bo jedna drugiej zazdrości, fałszem pluje w twarz i nie potrafi rozwiązywać problemów w cywilizowany sposób. Coś w tym było. (ale teraz już mam koleżanki i są super!)

Uwielbiałam ich sposób bycia. Taki nieskomplikowany.

Obserwowałam jak traktują kobiety, nie oceniałam.

I nie myślcie że otaczałam się jakimiś bezdusznymi ziomkami! Nie, nie, nie! Zabawni, inteligentni, z poczuciem humoru i… z różnymi poglądami na nas. Oni dzielili się swoją wiedzą, a ja moją z punktu widzenia jajnika.

Zaczęłam dostrzegać, że faceci to fajni są, że potrafią się zatroszczyć i za tą jedyną zatęsknić. Serio. Nawet Ci „najwięksi skurwiele”.

I gdzieś w tym wszystkim zaczęłam się zastanawiać kogo ja chce. Nie rycerza, bo za ciężko zdjąć zbroję i nie na koniu, bo tam to pewnie nie wejdę. Zdecydowałam, że chcę by był dobry. Miał dobre serce. I wiedziałam, że taki gdzieś jest. Że jest i że nasze drogi w końcu się spotkają (ja z tych co jak spada gwiazda myślą życzenie i wierzą).

Oczywiście bez dystansu do związków się nie obyło, bez rozkminiania czy to ten czy nie i czy łaskawie przyjdzie z kwiatami i przeprosi. Nie przeprosił, ale… człowiek się uczy. Człowiek dorasta. Nabiera doświadczenia, poznaje innych ludzi. Poznaje siebie. I trafia na tego jedynego.

kobiety bez ojca

Ten jedyny istnieje

Trzyma mnie za rękę, gdy się boję. Przytula mnie, gdy płaczę. Motywuje mnie, gdy nie chce wstać z łóżka. Lub przynosi mi do niego śniadanie. Słucha, choć mówię bardzo dużo. Śmieje sie, choć czasem przeginam. Mówi mi w czym wyglądam dobrze, a w czym mniej.  Mówi mi, że jestem piękna. I mówi mi to często. I jest przy mnie zawsze.

Przy mnie i przy naszym synu. Jest dla nas siłą, oparciem. Jest moim partnerem, przyjacielem, najlepszym kumplem. Jest dla Aleksa przykładem, bohaterem i najlepszym ojcem.

Jest facetem o jakim marzyłam.

Ma dobre serce.

ojciec z synem

 Trafi swój na swojego

Nigdy nie myślałam o sobie jako osobie wybrakowanej. Nie obwiniałam się za to, że ktoś tam mnie nie chce, bo chcieć nie musi. Byłam trochę zła, bo mój słownik był zubożały o wszelkie wyrażenia związane z „tatą”, no i szkoda mi było że nikt mnie nie bierze na barana. No i nie umiem jeździć na rowerze (taka ciekawostka, okazuje się ze tacy ludzie istnieją).

Ale.

Piszę to, bo wiem że są dziewczyny, babki, które gdzieś tam się męczą, tyrają sobie głowę, obwiniają się. Albo takie które boją się o swoje córki, co z nich wyrośnie i jak sobie poradzą w życiu. Po prostu o siebie, o nie dbajcie i dajcie dużo ciepła. Dobro powraca (prędzej czy później). Warto się na nie otworzyć.

Ja się otworzyłam i czuję, że po latach wygrałam. Bo mam u boku wartościowego człowieka, bo udało mi się zapewnić swojemu dziecku fajnego tatę. Może ktoś tam nade mną czuwa? Może szczęście zapukało do moich drzwi a ja je wpuściłam i tak już zostało?

A kiedyś od jednego takiego usłyszałam, że nikt mnie nigdy nie zechce (za mój charakter).

– ślę uśmiech –

Nie dajcie sobie styrać głowy.

 

Morał tej bajki jest krótki i niech będzie wszystkim znany, kto nie zaznał miłości ten nadal może być pokochany.

Elo, Angelina na wolno.

Buziaki cześć pa

 

2 myśli na temat “Syndrom kobiety wychowywanej bez ojca

  1. Hej!
    Też jestem z tych z syndromem. Do pewnego momentu nie zdawałam sobie sprawy z tego, że brak ojca ma na mnie wpływ. Miałam na to wywalone, przynajmniej tak mi się wydawało. Jednak zawsze potrzebowałam miłości, uwagi i narobiłam przez to parę głupstw. Byłam z tych, które zwracają się do tych chłopaków, którzy okażą im zainteresowanie, nie patrząc na to, czy oni są godni mojej uwagi. Na studiach wszystko wyszło, zaczęłam czytać o wpływie ojca na kobietę, uświadomiłam sobie, co u mnie „nie gra”, wszystkie moje zachowania, relacje damsko-męskie ułożyły się w jedną całość…
    Moim zdaniem, najważniejsze to uświadomić sobie, na jakie nasze zachowania ma wpływ brak ojca, bo samo uświadomienie to już więcej niż połowa sukcesu. Gdy już zdamy sobie z tego sprawę, to już łatwiej nam to kontrolować i dzięki systematyczności i uporowi wszystko można wypracować.

    Nie można dać się zaszufladkować i z góry skreślić, mówiąc, że nic dobrego nas nie czeka i nie zaznamy szczęścia w miłości. Tak jak mówiłam, wszystko można wypracować. Ja od kilku lat jestem w związku i jestem bardzo szczęśliwa, jesteśmy zaręczeni 🙂 Powiedziałabym tylko, że dopóki jako tako nie ogarniemy tego problemu, to jednak nie powinnyśmy wchodzić w związek, bo więcej szkody z tego może wyjść.

    Co jednak chciałabym podkreślić to to, że opisany przez Ciebie problem nie dotyczy tylko kobiet BEZ OJCA ale także kobiet, wychowywanych przez oboje rodziców, które nie mają w domu ODPOWIEDNIEGO OJCA a tego to już nie wszyscy są świadomi. Ojciec, który jest obecny fizycznie, ale nie jest obecny „duchowo/psychicznie”, nie wykształcił w swojej córce poczucia, że jest wyjątkową, dobrą, piękną kobietą czyni córce taką samą szkodę jak ten, który ją porzucił. O tym wszystkim napisane jest w książce „Urzekająca. Odkrywanie tajemnicy kobiecej duszy” autorstwa: John Eldredge i Stasi Eldredge. Jest to cudowna książka, która naprawdę pomogła mi zaakceptować przeszłość i stworzyć nowe życie. Uprzedzam, że jest trochę religijna a nie wiem jakie są Twoje poglądy na ten temat, mimo wszystko naprawdę polecam Ci przeczytać, nawet pomijając fragmenty religijne, bo z pkt widzenia psychologicznego świetnie tłumaczy wpływ na kobietę różnych typów relacji córka -ojciec.

    Trochę się rozpisałam, mam nadzieję, że przeczytasz ; D
    Jak byś chciała na ten temat pogadać czy coś, to śmiało.

    1. Pewnie że przeczytałam. Też uważam że trzeba tak jakby rozliczyć się z przeszłością, popracować nad sobą, ale i być świadomym jakiego człowieka się potrzebuje. W moim przypadku troskliwego i poświęcającego mi mnóstwo uwagi – takiego mam u swojego boku.
      I zgadzam się z tym odnośnie braku Odpowiedniego Ojca w domu, faktycznie czasem taki który jest-bo-jest to za mało. Stanowczo za mało.

      Za książkę się wezmę, dziękuję za polecenie!

Dodaj komentarz