misje macierzyństwa

przerywanie – o ludzie!

jedną z takich trudniejszych misji macierzyństwa było dla mnie nauczenie się albo inaczej – przywyknięcie do tego, że czasem (często) muszę coś przerwać. Oj! Że też zęby mi nie powypadały od zaciskania szczęki.

STOP, przerywamy zabawę

Znasz to uczucie? Gdy już się w coś wkręcasz, zaczynasz robić. Obojętnie co, czy to wpadasz w lekki wir pracy, bierzesz się za coś, za co musiałaś się zabrać, lecz odkładałaś na dogodny moment. Piszesz, złapałaś wenę, bądź prasujesz, choć średnio to lubisz, ale no jednak górka ciuchów rośnie.

Łapiesz tę chwilę aby popracować/zrobić coś dla siebie/dla domu i… stop.

Stop.

Proszę odłożyć swoje zabawki. Wyłączyć tryb pracy, przełączyć na macierzyństwo. Teraz? Tak teraz. No już. Nie słyszysz?

okej. Okej! Luz.

macierzyństwo uczy

Przerwałam, wdech, idę do dzidziuta.

Wracam.
Przerywam.
Wracam.
Przerywam…
Wracam.

A szlag by to.

Przerywanie wyzwaniem

Tak, zdecydowanie przerywanie było dla mnie wyzwaniem i czymś kompletnie nowym. Zwykle mogłam się pochłonąć do woli, dokończyć, napawać spokojem, główkować, działać i nagle, gdy zostałam mamą, dzień w dzień musiałam nauczyć się funkcjonować zupełnie inaczej.

Nie obyło się bez frustracji, złości, zaciskania zębów, wdechów, wydechów, myślenia że nic nie osiągnę, jestem do dupy i takie tam.

(oczywiście bycie swoim własnym katem, rzecz jasna, w chuj pomaga)

Aby sobie ułatwić to zadanie, ja stawiałam na wysokie wymagania i ambicje. Ma być posprzątane. Ja mam nauczyć się hiszpańskiego. Gówno mnie obchodzi że jestem świeżo upieczoną mamą, mam teraz odnosić sukcesy w blogosferze. Tak, ja właśnie teraz odkryłam co chce robić i ja, JA, dam radę być i dobrą mamą i spełnioną zawodowo mamą i…

no oszaleję, nie dam rady, jestem słaba
wdech…

macierzyństwo przywykłam

wydech…, jakoś przywykłam

Przyznaję, trochę mi zajęła ta batalia z samą sobą.

ALE NAUCZYŁAM SIĘ, naprawdę. Mam już dwójkę dzieci, malutkich – Aleks lat 3, Marcelina 4 miesiące i jakimś cudem (nazywam to cudem, ale może po prostu przyszło to z czasem) przywykłam do tego przerywania. Zamiast frustrować się że muszę coś przerwać to cieszę się, że udało mi się coś zrobić. Przesłuchać 8 minutową lekcję z kursu online, napisać akapit na bloga, dodać zdjęcie na fejsa (prowadzę fanpage naszego gastro), przetrzeć kurz, zrobić warkocz.

Układam puzzle, maluję, bawię się klockami.

Przewijam, karmię, uśmiecham się, noszę na rękach.

W tle gdzieś leci How I met your mother.
i Psi Patrol.

 

piję kawę
zapominam siku
no trudno
To taki moment w życiu, który znając mnie – będę wspominała z łezką w oku.

/czaicie ten paradoks!?/

frustracja w macierzyństwie

macierzyństwo frustracja przerywanie

Jestem szczęśliwa, wdzięczna, czasem przez chwilę wkurwiona. Tak typowo jestem zwykłym człowiekiem. Czasem się martwię, czasem płaczę, dużo się śmieję i próbuję pielęgnować luz.

oj macierzyństwo to niezła misja
i taki szalony rollercoaster

ale czym by było życie bez odrobiny szaleństwa?

Dodaj komentarz