kobieta z wózkiem dziecięcym

Problemy kobiety z wózkiem

Parę schodków, ograniczone pole manewru i dalekie odległości. Z czym się zmaga świeżoupieczona mama? Dzisiaj o klasycznych problemach kobiety z wózkiem!

mama z wózkiem

Sytuacja nr 1

Na dworzu świeci słońce, jest ciepło (nareszcie). Idę sobie z wózeczkiem, a w wózeczku mały gościu. Jego dieta ogranicza się póki co do mleka, ale moja… no niekoniecznie. Przy najbliższym spożywczaku zapaliła się lampka, że chyba czas na coś dobrego. No to hyc, zawijam kitę, wykręcam jak rajdowiec i kieruję się w stronę sklepu z płazem jako logo.

Wchodzę. I na tym się kończy bo przejechać dalej nie mogę. Nie ukrywam że robię się zakłopotana, bo tuż za mną pojawia się kolejny klient który chce przejść, a ja nieporadnie próbuję „zaparkować”. Tym samym sprawiam, że sklep należy do mnie i do wózka. Nie ma szans bym przejechała między alejkami, spod których aż wylewa się towar.

Wyjść i nie robić zamieszania czy… olać i kupić tego loda? Przecież nie zostawię wózka pod sklepem. Dzidzia to jednak nie piesek.

Stwierdziłam, a pal licho. Trudno, ja chcę coś zimnego i dobrego. Jeżeli wyjdę bez tego loda to ugodzi to jakoś w moją dumę (spokojnie, ja jestem uparta i poryta, a kupno tego loda potraktowałam jako wyzwanie!). Poza tym pomyślałam, a co ja się będę społecznie wykluczała.

Postałam minutę-dwie nad lodówkami nie mogąc się zdecydować który, choć i tak jest to lepszy czas niż kiedyś.

Kupiłam.

Zwykłe wejście do sklepu, a jaka misja dla matki.

Sytuacja nr 2

Pierwsze dni z małym. I ja. Powoli wracam do siebie po cesarskim cięciu. Pogoda znośna na tyle, by zabrać syna na spacer. Przyda nam się odrobina świeżego powietrza. W końcu ile można wegetować na chacie. No to szykujemy się na wyprawę. Nakarmiony, przewinięty, ubrany. Matka nakarmiona, przewinięta, ubrana. Na drogę jakieś macierzyńskie potrzebne rzeczy i coś do picia. Teraz się wydostać na zewnątrz.

I tu pojawiają się schody.

Dosłownie, bo mieszkam w bloku. W prawdzie nie na czwartym piętrze, ale jest stromo, a mnie niedawno pozszywano. Patrzę na dziecko, na schody i na wózek. Kur. No dobra, muszę sobie jakoś radzić – pomyślałam.

Wózek pod pachę i schodzimy. Udało się! Tak się udało, że gdy wróciłam i nastał wieczór, to cała popuchłam i przypomniałam sobie słowa lekarzy, że po cesarce nie należy dźwigać. A no nie należy. Ale jakoś wychodzić muszę.

Przez kolejne pare tygodni odczepiałam osobno koła, gondolę i na końcu młodego. Tym samym szybciej odzyskałam dawną figurę, robiąc niemałe cardio po schodkach w te i z powrotem.

spacer z dzidzią

Sytuacja nr 3

Środki komunikacji. Fajnie że jest XXI wiek i większość posiada funkcję obniżania się. Większość ale nie wszystkie. W momencie gdy podjeżdża autobus, który na przystanek ma przeznaczone jakąś minutę dwie, a ja widzę te 3 schodki to zaczynam się stresować. Wtedy pojawiają się wybawcy w postaci przypadkowych przechodniów, którzy widząc moją wykrzywioną twarz wymawiają te magiczne słowa: „pomóc pani?” Bóg zapłać!

A i zapomniałabym w środkach komunikacji też jest ograniczone pole. Zdarza się że już inne mamy zajęły wózeczkami wystarczającą ilość miejsca, zatem trzeba poczekać i liczyć na to, że wciśniemy się w kolejny bus.

Sytuacje nr 4,5,…

Wnoszenie, znoszenie, zajęte obie ręce i w zębach też coś się trzyma, wokół mało miejsca, kłody wyrastające na chodnikach. Stres bo „gdzie ja z tym wózkiem”. Sklepy na piętrach, w powietrzu i brak windy do nieba. Takie to sa problemy kobiety z wózkiem, ale… jak jest problem to i są rozwiązania.

kobiea z wózkiem anex sport

Coraz więcej podjazdów, przestrzeni dla matki z dzieckiem. Na ulicy auta się zatrzymują i puszczają na pasach (o dziwo częściej faceci niż kobiety). Ludzie są pomocni i pomagają wnosić wózek. A przynajmniej spora większość.

Z wózkiem się da.

Trzeba się tylko przełamać. Więcej wychodzić, więcej jeździć i zapomnieć o wstydzie – a to niełatwe. Chyba że naprawdę masz ochotę na kaktusa, twistera czy Big Milka w upał. Wtedy wyjdzie Ci dużo łatwiej!

PS. Najlepiej z wózkiem radzą sobie faceci…

składanie wózka

A wy z czym miałyście największy kłopot? Jak sobie radzicie?

 

Dodaj komentarz