październik

Październik – Piździernik

Coraz bliżej święta. A nie, to jeszcze nie to – choć na półkach sklepowych lada moment pojawią się świąteczne akcesoria. Letnie ciuchy upakowane w karton, kozak na nogę naciągnięty i pierwsza angina zaliczona. Cóż, chyba może być tylko lepiej?


No dobra, zacznijmy od rachunku sumienia czyli podsumowania moich entuzjastycznych oczekiwań względem września. Były wzloty, ale i parę upadków. Jako ex-studentka finansów i rachunkowości na wydziale zarządzania – zanim opierdzielisz swojego pracownika, chcąc przemówić mu nieco do rozumu, mówisz co robi dobrze, a potem… co trzeba poprawić. Zatem.

1. Zdałam teorię na prawko

Fajnie jest zdać teorię, zwłaszcza że jest nieco – nazwijmy to po naszemu – poryta. Pytania bywają podchwytliwe, dosyć szczegółowe, ale wszystko jest dla ludzi. Aplikację z telefonu odinstalowałam i teraz szykuję się na kolejny etap… praktykę. Jeżeli znacie jakieś dobre tabletki uspokajające to dawajcie znać.

2. Biegałam… przez ponad połowę miesiąca.

październik piździernik

Aż za oknem pojawiła się Sodoma i Gomora, a mnie złapała angina ropna. Gdyby nie to, że turbo mocno bolało mnie całe gardło i musiałam odwołać parę spotkań to nawet by mnie ta niedyspozycja ucieszyła. Stanęłam do tego wyzwania, wstawałam, biegałam, dyszałam i… mega się wkurzałam. Truchtanie z rana na świeżym powietrzu w moim przypadku okazało się klapą, bo tak jak chodzenie na siłownię i zajęcia sprawiało mi satysfakcję, tak bieganie działało mi na nerwy. Nie wiem czemu, po prostu ten rodzaj wysiłku w takich warunkach chyba jednak nie był dla mnie.

Szukam zatem innego zajęcia i coś już mam na oku… ;P

3. Wyprzedaż ciuchów.

Planowałam wyprzedać ciuchy które nie noszę i z których wyrósł Aleks.

Ta…
Planowałam.

 

Ciiii… ci…

To… po cichu… przesuńmy… na kolejny… miesiąc… tydzień… a może rok…

październik

Dodatkowo:

  • fryzjer – zaliczony
  • zadowolenie z fryzury – jest (chyba pierwszy raz w życiu!)
  • torba kasztanów – uzbierana
  • październikowy post – napisany szybciej

Drobne sukcesy wychodzą mi znacznie lepiej… może dlatego że są drobne.

październik

No powiem Wam, nie jest lekko! Ta cała konsekwencja, samodyscyplina i inne stawiane przed człowiekiem, życiowe wyzwania do bycia tą „lepszą wersją siebie”. Kurna. Skroluję sobie tego instagrama, patrzę na te twarde babinki, matki, kobiety sukcesu i myślę: „ja pierdykam”. Myślę i rozkminiam tak sobie,  jak tu psim szwędem zajumać im nieco energii i wstrzyknąć sobie pod oko, w ten worek ziemniaków zwany sińcem.

Zastanawiam się, skąd one. Skąd biorą te determinacje, siłę i czy też im się czasem nie chce, ale jakoś tak robią, że jednak im się chce i nie opłacają Netflixa. Pozostaje mi nic innego, jak się nie poddawać i nadal próbować dostać się do ich klubu. Klubu kobiet sprytnie podnoszących swoje kształtne cztery litery z kanapy. Nawet w takim miesiącu, jakim jest październik.

Zatem na piździernik planuję:

1. Nie popuścić w WORDzie.

W sensie no, nie zsikać się. Już jak o tym pisze, to mój organizm przesyła mi jasny komunikat: „zabierz w ten dzień pieluchę” „mogą nam nie wytrzymać zwieracze” (tu oczyma wyobraźni widzę Marcina, który czyta mój post i mówi cichym tonem: „Angelina…”). Co jest z tym egzaminem na prawo jazdy, że człowiek tak się stresuje a jego nogi mimowolnie zaczynają stepować? Obok Ciebie siada egzaminator, a Ty zamiast nacisnąć sprzęgło i wrzucić jedynkę tańczysz elektrodance?

Jak zdam, to też się zsikam – ale z radości. Zatem pielucha w październiku obowiązkowo w torebce.

2. Napisać więcej niż dwa posty na miesiąc.

Pisanie sprawia mi turbo frajdę. Brak pisania – a raczej brak jego efektów w postaci ukończonych postów – pustkę, brak spełnienia. Faktem jest, że ukradkiem piszę całkiem sporo, jednak moim poważnym problemem jest niedopinanie tego do końca. Zaczynam kilka postów jednocześnie, wpadam co rusz na nowe pomysły, które suma sumarum kończą w otchłaniach folderów.

Także, no. Kurde felek. Weź się gościu ogarnij.

3. Spełnić swoje małe-ciche marzenie.

Tu wstaw: przełamanie się, znalezienie czasu, poproszenie o pomoc, czyli w jednym punkcie kilka wyzwań. Niby nic trudnego, ale człowiek jest tak dosyć śmiesznie skonstruowany – ta jego psychika, że się wstydzi. Wstydzi się być szczęśliwy. Cóż, zobaczymy! Nie chcę zapeszać, ale mam nadzieję, że uda mi się zrobić coś dla siebie w tym miesiącu. Albo inaczej… dla tej 10letniej Angeliny ukrytej w czeluściach mojej zakręconej duszy.

 

Dobra! To tyle. Mierz siłę na zamiary, Angelina, mierz siłę na zamiary. W ogóle to zacznij mierzyć. Mierzyć, marzyć, działać – mimo że jesień, mimo że piździ i mimo że szaro.

Jak mi się uda wpleść odrobinę koloru w tę szarówę to strzelę sobie solidną piąteczkę!

PS. A jak tam Wasze misje na październik? 😉

tutto słupsk
październik
Tu ja, niby że się cieszę że biegałam.
październik i angina
Tu już ja, z anginą. Było super.
październik i kalosze
To Aleks. I kalosze – super sprawa.
październik
Tak, to też on.
październik
Jak widać, pierworodny breakdance w kałuży tańczący.
mama i syn jesień 2018
Ale potem to ja miałam anginę.
tata i syn
Moi rajdowcy <3.

A no tak. We wrześniu pykło mi ćwierćwiecze. To co mogę życzyć samej sobie ( :P) to więcej odwagi, wiary w siebie i przede wszystkim siły! Dziękuję najbliższym, przyjaciołom, za to że są i wspierają, za wyrozumiałość i tworzenie cudownych wspomnień.

Pozostaje mi nic innego, niż – jak już tak składam życzenia – to życzyć Wam, moim czytelnikom, znośnej jesieni!
Buziaki,
Angie.

Dodaj komentarz