matka matce wilkiem?

Matka matce wilkiem? A może samaś sobie…

Wilkiem? Tak się zaczęłam zastanawiać, skoro już wszystkie żyjemy w tym macierzyńskim stadzie. Czy to przypadkiem nie jest tak, że każde słowo skierowane w naszą stronę odbieramy jako… atak?

Ja i moje życie w macierzyńskim stadzie

Przedstawię Wam pewną sytuacją.

Wracałam samolotem, linią lotniczą WizzAir, z Gdańska do Glasgow. Był to mój macierzyński debiut w przestworzach, gdyż przyszło mi lecieć samej z czteromiesięcznym Aleksem.

matka matce wilkiem

(nie wierzę że znalazłam to zdjęcie!!!!!!!)

W jednym ręku on, w drugim torba podręczna i koniuszkiem małego palca u stopy przedostawałam się przez odprawę. Nie było tak źle, wspominam sobie. Dużo ciekawiej było w samym samolocie. Mieliśmy miejsca w przedniej części maszyny i na moje (nie?-)szczęście z boku, z przodu, z tyłu, z boku po drugiej stronie, z tyłu po drugiej stronie i z przodu po drugiej stronie siedziały same kobiety. Średnia wieku: 50-65. Ja, młoda mama, z niemowlakiem na ręku, kombinująca jak tu przypiąć jego pasy do moich i… otoczenie starszych weteranek macierzyństwa.

Czy myślicie, że któraś dała radę powstrzymać się, aby nie zwrócić mi uwagi, że główka małego jest za blisko przejścia?

Że może mu zimno?

Że może położyć bliżej piersi? Jedna z nich to już nawet się nie odezwała do mnie słowem, tylko po prostu coś mu poprawiła przy ubranku (chyba kaptur, nie pamiętam).

Jest to o tyle ciekawa sytuacja, że obojętnie jak wielka irytacja Cię dopadnie – nie masz dokąd uciec. Jesteście zamknięci w blaszanej puszce na około 3 godziny i koniec kropka. A Twojemu dziecku spadła skarpetka, pani matko.

I wiecie co Wam powiem? Normalnie jak to czytam, wspominam ilość rad, uwag, gestów wykonanych w naszym kierunku, to pierwsze co mi się nasuwa…

Czy ja byłam aż tak beznadziejna, że każdy mnie poprawiał? 

I może to właśnie w tej myśli pies jest pogrzebany, a wilki wilkom matki dzieciom wyjadają. To jak odbieramy innych ludzi, ich komentarze, ich rady, uwagi, spojrzenie. To jak bierzemy je do siebie! I traktujemy mocno personalnie, jako ukłucie, jako wbicie gwoździa w przemęczoną stopę.

Że też wystarczy słowo, by uderzyć w naszą macierzyńską samoocenę.

Pamiętam że wyszłam z tego samolotu, cieszyłam się że mam z głowy tę podróż, że dałam radę, że zaraz zobaczę Marcina i że… te oblężenie wilczyc. Jakimś cudem nie miałam negatywnych odczuć. Wiadomo, to męczy, to ryje czasem łeb, bo przecież się starasz, a ciągle coś nie tak.

matka matce wilkiem blog

Ale czy rzeczywiście matka matce jest takim wilkiem?

Wszak coś nas wszystkie (ok, większość) łączy: chcemy dobrze dla naszych młodych. Chcemy dobrze. Której dobrze jest lepsze? Nie wiem, nie wiem czy to właściwe pole do licytacji, bo wiadomo że to matka najlepiej zna swoje dziecko, a jej intuicja cóż – jest skarbnicą odpowiedzi na macierzyństwo. Jednak nikt nie jest nieomylny.

I może to ja obrałam taki kierunek, a w mojej naturze jest to, że widzę w ludziach dobro i nie wszystko odbieram jako atak.

Może też nie traktuję uwagi w stylu: „ma odsłonięte kostki” jako poniżenie mnie jako matki – bo jak to, że ja nie zauważyłam że ma gołe nogi? Kurde, no pewnie zamuliłam kiełbasę. Albo insynuację: „może założy mu pani czapeczkę?” a jak wiadomo, zaraz po karmieniu piersią i szczepionkach, czapka to kolejny kontrowersyjny temat w dziedzinie parentingu. Przy ilu stopniach, przy jakiej sile wiatru należy odziać głowę niewinnej istoty. I ta aluzja faktycznie gdzieś do mnie trafia i ja wtedy, jako osoba odpowiedzialna za swoje dziecko, wyceniam – czy Elsa z Krainy Lodu rozegra swoją symfonię na bębenkach w uszach mojego syna. Aluzji nie traktuję jako złośliwość, a raczej troskę. Cudzą… ale nadal troskę.

Pamiętam też, jak jakiś czas temu jedna z moich obserwatorek napisała do mnie, abym zwracała uwagę na to, jak siedzi mój syn – a mianowicie w literkę „W”. Mogłabym pomyśleć – o, kolejna która chce pouczać. Zamiast tego dowiedziałam się czegoś nowego, przeczytałam artykuł i zapytałam lekarza. Za radę podziękowałam.

I za rady z reguły dziękuje, uruchamiam swoją 8 klepkę odpowiadającą za macierzyńskie bodźce i weryfikuje. Najzwyczajniej w świecie zastanawiam się, czy rzeczywiście osoba X miała racje, bo mogła ją mieć i mogła jej nie mieć, a ja jak to na zwykłego człowieka w tym wielkim świecie, wielkich możliwości mogłam coś pominąć, czegoś nie doczytać, czegoś nie zauważyć.

Bądź, jak wspomniałam, zmulić kiełbasę. Matki bywają zamulone, zwłaszcza jak nie spały bądź spały mało, a robiły dużo.

I samaś sobie wilkiem

Jeżeli zamykasz się na innych ludzi, zamykasz swój umysł i pozwalasz, by to negatywne wrażenia przewyższały te pozytywne. I ja wiem, że nie każdy chce dobrze i są ludzie, którzy chcą nam po prostu dosrać – jednak czy warto tracić na tych ludzi energię? Dopuszczać ich pod mury obronne swojej samooceny? Czy może lepiej odpowiedzieć z grzecznością, a być może zarazić swoją – dobrą – energią?

Trudne? No pewnie że nie jest proste, ale o wiele zdrowsze. Naprawdę polecam, bo mi jako młodej mamie, która bywa zmęczona, bywa ślepa, bywa też nieogarnięta żyje się o wiele prościej, jeżeli mimo wszystko szanuje siebie, swoje dziecko, ale i ludzi wokół.

Wiesz, bo podejrzewam że jesteś fajną babką.

Podejrzewam, że się mega starasz. Podejrzewam, że pierzesz, że prasujesz (no dobra, czasem coś tam skitrasz pogniecione!), że kochasz albo uczysz się kochać. I podejrzewam, że łatwiej będzie Ci żyć, jeżeli w pełni też będziesz kochała siebie, akceptowała jako mamę ale i jako człowieka, który może coś przeoczyć. I tych ludzi, którzy może nie chcą sprawić Ci przykrości, nie chcą za wszelką cenę odebrać trofeum, zgłosić do opieki bo wyszłaś z Kasią bez szalika.

Może więc warto czasem coś przemilczeć, czasem się uśmiechnąć, czasem zwyczajnie podziękować, niż… szczerzyć kły?

Może to nie był atak, tylko goła stópka?

Kieruję ten tekst zwłaszcza do mam, które są strasznie uczulone na wszelkiego rodzaju uwagi i prawdopodobnie tracą zbyt wiele własnych sił witalnych na przejmowanie się, przeżywanie czy odpowiadanie na atak – który może wcale atakiem nie jest? Tylko mniej lub bardziej trafioną uwagą?

I już kończąc te moje rozkminy

Tym, którzy nas obserwują, nas czytają, z nami rozmawiają. Mają odwagę napisać czy nieraz podesłać wartościowy artykuł. Nie przejść obojętnie gdy strzelam gafę – po prostu dziękuję. Uczę się, wszyscy stale się czegoś uczymy. Czerpmy od siebie to co najlepsze.

matka matce wilkiem

 


 

A tym, którzy tu jakoś trafili. Na moim blogu jest również post odnośnie jakich rad NIE dawać (klik w obrazek poniżej). Wpis zawiera nadprogramową ilość sarkazmu oblewającego tematykę porodu, szczepień, żłobka. Ja z perspektywy czasu rozumiem motywację do stworzenia tego wpisu – napisałam o tym, czego nie chcę słyszeć. Co mnie, jako młodą mamę doprowadza do furii. Aczkolwiek dostrzegam też…

fajny blog o macierzyństwie

Dostrzegam też po sobie to, że potrzebowałam czasu by nauczyć się z niektórych rad korzystać, przyjmować, dziękować czy puszczać drugim uchem, gdy zajdzie taka potrzeba. Potrzebowałam czasu by nauczyć się żyć w tym stadzie.

Żyć w zgodzie,
  czołem wilczyce.

Przyślijcie ten artykuł, ten blog innej wilczycy która być może go potrzebuje albo dopiero do tego stada dołącza.
Będzie mi całkiem miło,
Angie

Dodaj komentarz