Co gdy nie lubię dzieci, a zostanę matką?

Dzisiaj chciałabym poruszyć pewien temat, może trochę tabu – niechęci do dzieciaków. Czy nadaję się na matkę, jeżeli nie lubię dzieci? Nie lubię dzieci a jestem w ciąży. Czy będę dobrą mamą? Zapraszam do dyskusji.


Na pierwszy ogień pójdę ja: nie przepadam za dziećmi. No może nie tyle co nie przepadam, co lubię jak nie wchodzimy sobie w drogę. Przynajmniej tak było do czasu, zrobiłam małe postępy i lubię wybrane maluchy. Grupa wybrańców może nie jest obszerna, ale na pewno poprawił się jej wynik (z 0 na około 5). Zaczęłam również patrzeć na dzieci, trochę je obserwować i niektóre nawet darzyć sympatią.

A przecież sama byłam dzieckiem.

mała ja
mała ja

Co jest ze mną nie tak?

Jestem jedynaczką. W moim CV nie znajdzie się doświadczenie związane z opieką nad młodszymi, chyba że pies się liczy (i wytresowany chomik). W życiu nie usłyszałam pytania: „Angelina popilnujesz dzieciaki?”, w sumie może to i dobrze, przynajmniej nie jestem karana. W rodzinie jakoś tak się złożyło, że też był pewien zastój z dziećmi, a jak już się gdzieś rodziły to wystarczająco daleko, bym nie musiała brać ich na ręce. Wśród znajomych też nikt nie szalał z poczęciem, dopiero ostatnimi czasy zaczęły wyskakiwać bobasy (hehe). Albo po prostu bardziej na to zwracam uwagę (lub Jarkowi udało się zmobilizować programem 500+).

W każdym razie ja i dzieci = nic. A mamy ze sobą wiele wspólnego! Beztroskę, czerpanie radości z małych rzeczy, ciekawość do świata.

U mnie niechęć wynikała głównie z tego, że nie wiedziałam czego się spodziewać. Najbardziej przerażały mnie te małe, takie co jeszcze nic nie mówią albo mówią w swoim języku. Nie było szans bym wzięła na ręce niemowlaka, moje maximum to dotknięcie go gdy nie patrzy. W sumie nadal jak ktoś mi próbuje wcisnąć na ręce dziecko (a miałam z 3 razy w ciągu ostatniego pół roku, ZBIERAM DOŚWIADCZENIE MOI KOCHANI) to praktycznie przestaje oddychać i idę jakbym to ja miała coś w gaciach. Wytrzymuję tak z minutę i czuję, że dostaję ataku serca #arytmia.

źródło: facebook/paragin zrzucony z pogardą

Będę mamą, a nie lubię dzieci.

Czy przez to boję się, że będę złą mamą?

Nie no, nie przesadzajmy. Jakbym miała się tak nastawiać, że nie dam rady, że przecież nie umiem, że nie wiem, że lwmjkdcns, to od razu mogłabym złożyć podpis i dostać certyfikat matki z żółtymi papierami. Ustaliłam sobie, że ja i dzidzia startujemy od zera. Znamy się póki co od wewnątrz. Bobo czuje moje ruchy – ja jego, bobo słyszy moje serce – ja jego. Ja czkam, on czka. I tak sobie czkamy.

Wierzę że jak się urodzi stawimy oboje czoła tej nowości. Dla niego wszystko będzie nowe. Dla mnie większość sytuacji, bodźców również.

Przyznaję, że w początkowej fazie ciążowej miałam mnóstwo obaw z tym związanych. Zła miałam na myśli niewystarczająca. Czy sprostam wyzwaniu. Marcin za każdym razem mi powtarzał, że będę najlepszą mamą. Znajomi, którzy wiedzą że niezły ze mnie szajbus i nie spodziewali się, że dołączę do grona matek – również dodawali i nadal dodają mi otuchy. Dzidzia będzie mieć fajną mamę.

Trzeba w siebie i w to wierzyć.

Poszukać wsparcia. Nie wstydzić zapytać się o pomoc.

A co do lubienia dzieci.

Nie uważam że trzeba je lubić. Ja w ogóle nie uważam, że trzeba lubieć każdego człowieka napotkanego na ulicy. Nie uważam również tego za coś złego. Poza tym pewnie nie raz w głowie się pojawiło: „jak jeździsz jełopie”, „gdzie się pakujesz z tym wózkiem”, „to może od razu nadepnij mi na twarz, czemu tylko na najmniejszy palec u stopy”. Zdarzy nam się podenerwować na zupełnie przypadkowych ludzi, na jakimś przystanku autobusowym, w sklepie delikatesowym, po czym wracamy do domu i żyjemy dalej. Pracowałam w gastro, nie chcecie wiedzieć co czasami chodzi po głowie młodego człowieka pracującego jako kelner czy barman. To chyba najwięksi psychopaci.

Początkowo gdy patrzyłam na różne noworodki, to – tutaj jeżeli jesteś matką idealną zakończ czytanie – często przychodziło mi na myśl, jakie brzydkie dziecko, jakie dziwne dziecko. Te ciut starsze, gdy coś mówiły miałam w głowie: „nie wiem co do mnie mówisz i skąd wiesz że jestem w ciąży, czy wy wszystkie to wyczuwacie?”, bo fakt, zaczepiają mnie. Z pierwszymi dziecięcymi zaczepkami radziłam sobie różnie, potem trochę lepiej. Czasami przestawiałam mózg na ich tryb, tak było mi łatwiej.

Powoli zaczynałam myśleć trochę pozytywniej, czasami zapytam jakąś mamę ile miesięcy/lat ma jej pociecha. Wiecie, ja naprawdę jestem gadułą, tylko ten temat był mi kompletnie obcy i nie wzbudzał wcześniej zainteresowania. Gdy próbowałam na siłę się przymusić to czułam frustrację, więc dałam na luz. Swoje dziecko będę kochać. Ponoć swoje dziecko się kocha, tak słyszałam z plotek innych mam.

Założenia.

Lepiej mi się żyje, odnośnie stanu zdrowia psychicznego, jeżeli zakładam, że dam z siebie wszystko, że się będę starać. Chociaż jestem indywidualistką, lubię działać i polegać na sobie – w tym wypadku stwierdziłam, że otworzę się na pomoc. Posłucham porad i będę wyciągać wnioski. Nie tyram się, że muszę lubić wszystkie dzieci i myśleć o nich w samych superlatywach. Dam sobie czas by zakochać się w swoim (i żeby ono pokochało mnie). Co by nie było tak kolorowo i super, to czasem mam stresa, że dzidzia będzie woleć tatę. Przecież kobieta musi sobie znaleźć zawsze jakieś „ale”. 😀

A czy któraś z Was miała/ma takie obawy? Jak sobie radziłyście?

Chętnie poczytam!

 

Dodaj komentarz