Brexit wspomnienia emigrantki

Brexit i wspomnienia emigrantki

O głosowaniu w sprawie Brexitu, o emigracji i „azylu narodów” jakim jest/była Wielka Brytania. Dzisiaj wspominam.

Wstęp

Dobra, zróbmy 100% szczery post, bez owijania w bawełnę, bez przykrywania uczuć pod poprawnością polityczną.

Może jeżeli odważę się wyrzucić z siebie tych kilka słów, tych myśli mniej „grzecznych”, momentami mało „kulturalnych” to i w końcu zbiorę te wszystkie rozdziały w jedną całość. Nazwijmy to małą zapowiedzią, testem i wyzwaniem dla mnie samej.

Wspomnienia emigrantki

Oglądam wiadomości. Co chwilę trąbią o tym, że w UK nie wiadomo, wyjdą z Uni, nie wyjdą, opóźnią Brexit, nie opóźnią. Zrobią „twarde” wyjście, miękkie wyjście, bo po angielsku się nie dało.

A plan był, aby po cichutku wyszeptać do ucha: „bye-bye”.

Brexit UK

PEOPLE MAKE GLASGOW

Dokładnie pamiętam dzień w którym odbyło się Referendum. Pracowałam w kawiarni, w której właścicielami byli Polka i jej partner pochodzący z Kosowa. Razem ze mną pracowali irlandczyk, szkotka, hiszpanka, czeszka i francuska. Każdy z innej parafii parzył tę kawę, podawał śniadania i żył swoim życiem.

Do kawiarni przychodzili ludzie, jedni patrzyli na mnie a’la : „zagłosowałam za Brexitem”, a inni nie kryli swojego oburzenia w związku z głosowaniem, które według nich, w ogóle nie powinno mieć miejsca. Otóż większość Szkotów opowiedziała się za pozostaniem w Unii.

Pierwsze wyniki Brexitu prezentowały się następująco:

Wyniki brytyjskiego referendum ws. Brexitu w 2016 roku

Brexit i wspomnienia emigrantki
źródło: Matman from Lublin

Za opuszczeniem UE (leave) opowiedziało się 51,89 % osób głosujących, zaś za pozostaniem (remain) 48,11%. Frekwencja wynosiła 72%.

I teraz wspominając rozmowy:

  •  za pozostaniem w UE głosowali wszyscy Ci, którzy mają rodziny mieszane. Przykładowo: facet Anglik, kobieta Polka. Ci, którzy mają mieszane korzenie i są w Wielkiej Brytanii dzięki prababci. Ci, którzy wśród emigrantów mają bliskich przyjaciół. Ci, którzy czerpią korzyści z uczestnictwa w Unii Europejskiej np. rybacy. Ci, którzy są otwarci. Ci, którzy szanują wolność. Ci, którzy lubią różnorodność kulturową. I Ci, którzy znają historię.
  • za wyjściem z UE głosowali Ci, którzy byli zmęczeni. Zmęczeni takimi emigrantami, którzy przyjeżdżają do Anglii i przez 10 lat nie zamierzają nauczyć się angielskiego bądź łamanym angielskim próbują otrzymać socjal. Zmęczeni siedzeniem w autobusie, w którym słyszą 5 języków naraz. Zmęczeni kobietami w burkach. Podirytowani islamem i meczetem w centrum miasta. Mający wrażenie, że oni sami – Anglicy – stają się mniejszością w swoim kraju.

BREXIT co dalej

UK – azylem emigrantów

W książce o Josephie Conradzie, który wyemigrował do Londynu w 1878 roku czytam:

„Londyn dostarczał odpowiedzi, nie stawiając pytań. Nie było ograniczeń co do wjazdu do kraju: nie wymagano paszportów ani wiz, nie trzeba było udowadniać, że ma się środki do życia. Nikogo nie można było zmusić do służby wojskowej. Nikogo nie można było wsadzić do więzienia tylko za to, że powiedział lub napisał coś wymierzonego w establishment. (…) Wolność przemieniła Londyn w plażę Europy po odpływie: lądowali tu uchodźcy wyrzuceni na brzeg przez fale politycznych zman: polscy powstańcy z lat 1830-1831, Niemcy i Węgrzy w 1848 r, Włosi walczący u boku Garibaldiego w latach 50. i 60., francuscy radykałowie Komuny Paryskiej 1871 roku, a nawet były cesarz Napoleon III.

Brytyjczycy czerpali patriotyczną dumę z roli swego kraju jako „azylu narodów”, drogowskazu wolności.
Joseph Conrad i narodziny globalnego świata, Maya Jasanoff

To nie jest tak, że kraj który był tylko zamieszkiwany przez miejscowych – nagle – ni stąd ni zowąd – został zaatakowany przez obcych, że – nagle – wśród Anglików pojawili się Francuzi, Hiszpanie, Turcy, Polacy, Czesi, Sudańczycy itd.

I to też nie jest tak, że – nagle – po złości zaczęli zajmować miejsca pracy miejscowym. Oj nie. Najczęściej emigranci zaczynali od tych najcięższych robót. Zapełnili magazyny, hurtownie, restauracje – tam, gdzie Anglicy pracować nie chcieli, za tę najniższą krajową, rzecz jasna – nie dla nich przeznaczoną. Przyjechały pielęgniarki, których brakowało. I młodzi ludzie, Ci najbardziej wartościowi, ze świeżymi umysłami, z gotowością do pracy i z zapałem. Nadający kolorytu tej  brytyjskiej rzeczywistości.

PS. Analogicznie, do Polski zaczęli przyjeżdżać Ukraińcy. Pracodawcy nie mogąc znaleźć chętnych do pracy wśród rodaków, zaczęli zatrudniać emigrantów, którym się chciało. Po prostu. Dla Polaka wstyd – dla emigranta szansa. A to, że z czasem Ukraińcy zaczęli osiedlać się na stałe, budować tu swoje korzenie, to czy kogoś to dziwi?
 bo Ty tu miałeś pracować, zasilić naszą gospodarkę, a nie! zakładać tu swoją rodzinę…
I znów oburzony człowiek, że słyszy ‚inne głosy’, że ‚innych’ jest coraz więcej. Zabawne jak ‚inni’ potrafią docenić cudzy kraj, a miejscowi – srają na własne podwórko. 

Uprzejmy, nie-ksenofobiczny klient

Wyniki głosowanie stały się jasne, Wielka Brytania wychodzi z Unii Europejskiej.

– Oh, przepraszam – odzywa się do mnie facet, z delikatnym uśmiechem na twarzy – za dzisiaj.
Patrzę na niego nieco zdziwiona, nie bardzo rozumiem o co mu chodzi, nie znam go.
– Co masz na myśli? Nie do końca rozumiem?
– No będziesz musiała się stąd wynieść. Brexit – wyjaśnia.

Na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. Szczerze to mnie zawstydził. Wiedziałam, że nie jestem u siebie. Pracowałam uczciwie, pracowałam dużo. Na tamten moment poszukiwałam siebie i nie miałam w planach wyprowadzki. Właściwie – dopiero szukałam swojej drogi w życiu.

– Hmm, no raczej nie planuję wyprowadzać się w najbliższym czasie – odpowiadam na spokojnie.
– Cóż, wyniki wskazują na to, że będziesz musiała.

Nie wiedziałam co na to odpowiedzieć. Byłam w pracy, nie wypadało mi się kłócić. Poza tym zderzyłam się z potęgą ‚uprzejmości’ brytyjczyka.

Tak, my Polacy się grymasimy, dogryzamy, Brytyjczycy natomiast robią to samo, tylko uprzejmie. 🙂 Już sama nie wiem co gorsze. Fałszywa uprzejmość?

– Proszę, oto Twoja flat white.
– Dzięki, powodzenia.

praca w UK

Macie swój Brexit

Od głosowania mijają już niemalże 3 lata. W tym czasie ludzie się zastanawiali. To dobre określenie – zastanawiali. Niektórzy, Ci bardziej przezorni, zaczęli uprawiać sport wyczynowy zwany papierologią brytyjską. Jest to skomplikowana dyscyplina administracyjna (niemalże nie do przejścia) – mającą udowodnić, że Ty tu tak na serio. Że faktycznie tu studiowałaś, że mieszkałaś, że płaciłaś tax (podatek), że nic nie ukradłaś, że pracujesz, że nie chorujesz. Masz to udowodnić ściśle dokładnie, bo my nie wierzymy. Dlaczego chcesz zostać, a może jednak wrócisz, to może wróć, no dobra skoro już musisz – to zostań, ale za to trzeba zapłacić sporo funtów.

Sorry, że zapomnieliśmy, że się napracowałaś, ale takie jest prawo. (tutaj wstaw wyraz twarzy anglika mówiącego ooooooooooooooooojej, sori, no niestety, mmmmmmmmmm, let mi tink.. – czyli tłumacząc na polski: palenie głupa, tyle że uprzejmie)

I teraz nastało apogeum zastanawiania się. Jak już wspomniałam – wyjście po angielsku nie przeszło czyli tak żeby nikt nie widział, nikt nie słyszał, niby grzecznie ale bez pożegniania. Wielką Brytanię, Teresę May i podskakujących na krzesełkach polityków włącznie z ich pierdami obserwuje cały świat.

Każde jedno głosowanie, każdy ruch.

Z jednej strony, mam ochotę tym wszystkim, częściowo ksenofobicznym ludziom, powiedzieć teraz – no macie swój brexit, trzeba było myśleć, trzeba było czytać.

Ale z drugiej, cholernie współczuję m.in. naszym rodakom. Tym, którzy przeżywają ten okropny rollercoaster emocjonalny. Tym, którzy wśród bliskich, wśród przyjaciół, mają obcokrajowców. Tym, którzy nie zamierzali się z nikim żegnać. Tym, którzy nie zamierzali nikomu nic utrudniać. Tym, którzy sami sobie nie chcieli uprzykrzać życia.

Tak, wiem że Brexit nie oznacza wyprowadzki z kraju, że Ci którzy tam żyją, żyć dalej będą. Niemniej jednak dla sporej części ludzi jest to niepewność, są to nerwy, co to się wydarzy i co to właściwie dla kogo oznacza. 

Oglądam ten Show z Wami i trzymam za Was kciuki.

***

Powrót z UK do Polski

Ja wróciłam do domu, do Polski – ponad rok temu. Pisałam o tym TU – dosyć emocjonalnie, bo taki właśnie był dla mnie powrót. Jestem szczęśliwa że wróciłam. Nie dlatego, że ktoś mnie tam nie chciał, tylko dlatego, że ja nie miałam zamiaru tam być. Nie czułam się dobrze.

brexit powrót do polski

Powyżej mój komentarz sprzed roku na jednej z grup. Dalej się pod nim podpisuję.

Odczuwam teraz swego rodzaju ulgę, że jestem w miejscu w którym czuję się dobrze. Jak pewnie część z Was się domyśla – ja byłam tym Polakiem, który na wyspach zderzył się z wyobcowaniem Był to dla mnie trudny czas. I pewnie gdybym dłużej zwlekała, w obecnej sytuacji byłoby mi jeszcze ciężej i czułabym się znacznie gorzej. Jeżeli w ogóle dało radę gorzej się czuć.

Czy wracać?

A wszystkim tym, którzy rozkminiają czy wracać czy nie, radziłabym w pierwszej kolejności przestać pytać wszystkich dookoła. Nieznajomych ludzi na fejsie, znajomych ludzi czy nawet najbliższą rodzinę. Może to głupie, ale warto dać dojść do głosu komuś innemu. Własnemu sercu.

Moje w UK było niestety złamane.

PS. Nie chciałam urazić tutaj fanów UK. Ja mam na koncie złe doświadczenia z tym krajem. W Polsce, choć nie bywa łatwo, żyje mi się dobrze, staram się teraz 3x bardziej. I mało tego, uważam że jesteśmy fajnym narodem.
Buziaki,
Angie

3 myśli na temat “Brexit i wspomnienia emigrantki

  1. Ja też lubię Polaków, serio. Mamy swoje za uszami, dziwne przywary, mamy duży problem z pozytywnym myślenie, ale ogólnie lubię Nas. Byłam w Londynie 4 dni i po tych wstępnych obserwacjach i mojej aktualnej wiedzy wiem, że za nic w świecie nie chciałabym tam mieszkać. Zobaczyłam jak żyją Polacy żeby zostało trochę grosza w kieszeni. I mam tam przyjaciółkę, która również nie odnalazła się i tęskni. Myślę, że UK to jest fajna alternatywa (żeby nie mówić wprost – ucieczka) dla osób, którym Polska niewiele dała – zarówno dóbr materialnych, jak i niematerialnych.

  2. Dodałabym do tego, że niewiele Polska dała, niewiele rodzina dała i niewiele sami sobie wypracowali, bo brakowało im pomysłu na siebie.

  3. Prawie nikt nic nie komentuje to może ja coś napiszę. Mieszkam w UK prawie 8 lat. Nie czuję tych 8 lat, powiedziałabym, że jakieś 4. Pierwszy niecały rok w Szkocji reszta na południowym wybrzeżu. Palmy, plaża, te sprawy. Pamiętam jak się przenosiłam na południe to łudziłam się że tam cieplej! Mniej pada! A jak. Owszem, mniej pada i faktycznie z reguły jest kilka stopni więcej ale to nie robi większej różnicy. Oczywiście że cudownie mieszkać nad morzem, zwłaszcza 10 minut od plaży ale w ciągu długiej jesienio zimy to tego morza nie oglądam prawie wcale (po co skoro wiatr ci łeb chce urwać) Ale zostawmy rozkminki pogodowe. Nie o tym chciałam. Na początku wcale nie tęskniłam. Ba, podobało mi się! Wszystko inne, nowe, Edynburg, wspaniałe miejsce. Teraz spoglądam na to z dystansu i myślę że tak jak każde miejsce, UK ma swoje plusy i minusy. I wszystko zależy od nastawienia. Ja mam taką naturę że chyba wszędzie bym się odnalazła. Mnóstwo rzeczy mnie denerwuje. Wspomniana przez ciebie fałszywa uprzejmość – nikt ci nie powie z takim uśmiechem i grzecznie że ma cię w dupie. Wszechobecny grzyb i brud. Niekompetencja i niewiedza. Wspaniałym przykładem jest właśnie całe referendum – ludzie szli i głosowali ale nawet nie wiedzieli na co i po co. Ja nic do wyniku nie mam – chcecie to wychodźcie z uni. Ale na litość zdecydujcie się. Cyrk na kółkach w brytyjskiej polityce równy niemalże polskim potyczkom w sejmie. Po mnie muszę przyznać spływa jak po kaczce. Nie wiem, nie emocjonuje mnie ten temat. Wątpię abym faktycznie miała trudności w razie ewentualnego brexitu. W obywatelstwo się nie bawię. Zobaczymy co będzie. Czy tęsknię za Polską? Czasem bardzo. Im starsza jestem tym mocniej. Brakuje mi rodziny. Przyjeżdżam do domu i myślę rany, jak tu fajnie. A potem refleksja – ok, jesteś tu tylko na wakacjach. Wpadłaś w odwiedziny. Codzienne życie to go innego. I wiesz co myślę? Że byłoby tak samo gdybym wróciła. Też by mnie wkurzało, tylko co innego. Polska mentalność na przykład. Można by tak wymieniać. Każdy kraj ma dobre i złe strony. Póki co jestem tutaj. I co ? I dobrze mi. Wiem, niepopularna opinia. Ale uważam, że pod wieloma względami żyje się tu łatwiej. Lubię swoją pracę. Trochę mi zajęło aby ją znaleźć i dostać ale było warto. Jestem jedyną Polką w departamencie. Bardzo brytyjskie środowisko ale akurat fajnie trafiłam. Mam super team. I odkąd jestem w UK, nigdy osobiście nie spotkałam się z dyskryminacja. Nikt mnie nie potraktował gorzej czy inaczej bo nie jestem stąd. Takie moje doświadczenie. I mimo tej fałszywej uprzejmości, ludzie często są naprawdę mili! W urzędach czy sklepach zawsze jest ‚How can I help you?’ Zauważam ta różnicę w Polsce. Proszę i przepraszam rzadko w użyciu 🙂 Tyle ode mnie. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz