5 sposobów na to… jak nie zajść w ciążę

Czyli mała przestroga dla tych kobiet/kobietek, które nie chcą jeszcze dołączyć do grona Matek Polek.

Po pierwsze – nie bójcie się antykoncepcji.

Nie, seks przerywany to nie jest antykoncepcja. Seks nieprzerywany tym bardziej. W ogóle zacznijmy od tego, że seks prowadzi do… no właśnie. Jeżeli cofnąć się do pradawnych opowieści skąd się biorą dzieci, to z Miłości mamusi i tatusia. Skoro chcecie robić miłość, liczcie się z tym że owocem miłości może być dzidzia. Czasem dwie dzidzie a i zdarzają się rude. Prezerwatywy, tabletki, czapki z daszkiem, wkrętaki – no ponoć różne są metody. Najlepiej iść do ginekologa i się dogadać. Jakiegoś deala może wam opchnie.

Po drugie – dyskusje apropo potomstwa.

Taką dyskusję prędzej czy później się przechodzi, w końcu warto znać oczekiwania partnera. Jednakże jeżeli zbierze się Wam już na tego typu rozmowy to nie przeprowadzajcie jej w pobliżu łóżka. Z całą pewnością nie na łóżku. Jeżeli samiec z samicą zgodnie dojdą do wniosku, że chcieliby sprawić sobie pociechy, może to pobudzić instynkt zwierzęcy. Radzę zatem udać się między ludzi – do kawiarni, do parku, nie wiem, do kościoła, ale… nie na łóżko! (Auta, krzaki, przebieralnie, inne ustronne lub mniej nieustronne miejsca – zależy od preferencji – też wykreślcie dla swojego bezpieczeństwa).

Po trzecie – nie bawcie się w prowadzenie wózka.

Widłowy – ok – jeszcze jakoś zrozumiem, ale dziecięcy to nie zabawka. Ba! Jego prowadzenie jest wręcz zaraźliwe. Chwila moment i się wyłączamy, zmieniając tryb na matkolotowy. Urocze małe buciki prawda? A ta czapeczka? Nawet nie wiecie, a właśnie w waszej podświadomości kupujecie kołyskę, malusie skarpetusie i wybieracie imię. Jak chłopiec to będzie grał w … .., jak dziewczynka to… Jedyny czterokołowiec który prowadziłam, bo prawa jazdy jeszcze nie mam, to wózek z małą Lenką – jedną z najsłodszych maleństw na świecie. I ona wiedziała…, jej mama też wiedziała. „Uważaj bo za niedługo swój będziesz prowadziła!” Z tego miejsca pozdrawiam Paulinę, szczęśliwą i zaraźliwą mamę!

A i jakbym zapomniała. Oglądaliście kreskówki? Może Dragon Balla? Pamiętacie tę scenę, podczas której dotykało się kogoś albo ktoś dotykał Was i przekazywało się energię? Mówią, że z dotknięciem brzucha ciężarnej matki przynosi szczęście (czy coś takiego, wyczytałam w jakiejś aplikacji chyba), tak czy siak potwierdzam info. Ja chwilę przed tym, jak dołączyłam do grona błogosławionych, dotknęłam zaciekawiona i niezwykle podjarana brzucha Gosi, dziś szczęśliwej mamy Sofii. Pozdrawiam obie czarujące dziewczyny!

Po czwarte – krakanie zostawcie wronom.

A jeżeli tak bardzo to lubicie (jak ja) to kraczcie sobie o awansach, o nowych przyjaźniach, miłościach, dobrym obiedzie, nowej nabytej umiejętności. Moje krakanie i ja obchodzimy już XXIII-lecie. Los w zastraszająco szybkim tempie spełnia to, co gdzieś tam sobie gadam pod nosem i nieświadomie do tego dążę, idę, toczę się. Konkrety: „moja koleżanka właściwie ma racje, perfekcyjnego momentu nie będzie, bo zawsze coś się ma na głowie„, „ja to chyba musiałabym zajść niechcący, przypadkowo, bo zbyt bardzo boję się tego całego porodu i ciążowego okresu„, „chciałabym mieć małe misie” (dzieci) + mózg: „tak bardzo Go kocham, mogłabym mieć z nim dzieci już teraz!! (mózgowe przemyślenia trochę później…) ej no może jednak nie teraz„.
Ops! Pierwsze słowo do dziennika drugie do śmietnika. 🙂

Po piąte – google to nie wszystko.

Jeżeli wygooglujecie sobie pytanie, to otrzymacie patrz punkt pierwszy, informacje o antykoncepcji. Macie tam wypisane jak się bronić przed plemnikami, ale kto Was obroni przed własną psychą? Pobudzającym się instynktem macierzyńskim? Kto Was na to wszystko przygotuje i przeszkoli? A czy wojujący z plemnikami jest odpowiednim samcem do tworzenia rodziny? Czy ginekolog załatwi sprawę? A gdzie jakiś specjalista ds. odpowiedzialności? Życia sobie nie wygooglujesz.

No i małe sprostowanie

Cieszę się, że zostanę mamą. Marcin cieszy się, że zostanie tatą. Mamy dużo szczęścia że mamy siebie i już za parę miesięcy będziemy mieć małego brzdąca. Prawda jest taka, że chcieliśmy mieć „małe misie”, a los sprawił, że poszczęściło nam się nieco szybciej. Z tego miejsca chciałabym pogratulować wszystkim rodzicom. Gratuluję Wam waszych pociech, które tak, wiem że czasem płaczą, a ich bąki śmierdzą, ale mimo to przynoszą wiele radości. I gratuluję tym, którzy nie boją się jej czerpać.

Na tę radość też trzeba jakoś się przygotować. Ja może full wyprawki emocjonalnej jeszcze nie mam, sporo pytań hasa po mojej głowie, ale… prawdopodobnie sporo odpowiedzi znajdę w oczach dzidzi.

PS. Do rudych absolutnie nic nie mam! Uważam że rude dzidzie są przeurocze, a piegi nietuzinkowe. Zatem post traktujcie z przymrużeniem oka. Sama mam miedziany pigment we włosach oraz chlapnięte parę ciapek na nosie, które uwydatniają się głównie w wakacje, więc  nic straconego drogi Marcinie, przyszły ojcze naszego brzdąca!
Nie, nie oddamy go.
Amen.

2 myśli na temat “5 sposobów na to… jak nie zajść w ciążę

  1. Trzymam kciuki za Was! Gratulacje! Ciekawy artykuł. Jestem już na takim etapie, że przestaję toczyć wojnę z plemnikami i otwieram się na nowe i nieznane :)))

Dodaj komentarz